CO NOWEGO?
Zapisz się do newslettera

Podaj adres email:

Spotkania grupowe
Rally-o
Obi
Ratownictwo i tropienie
DogWay'e
Sztuczki
Treibball
Inne wydarzenia
Kliknij TUTAJ jeśli nie chcesz już otrzymywać informacji.

SZKOLENIE PSÓW w WARSZAWIE. SKUTECZNE!



Figa

    2002 - 01.11.2007





Figa pojawiła się w domu po śmierci Mamy. Tika, przyzwyczajona do Jej niemal ciągłej obecności, bardzo źle znosi Jej odejście. Ja, postawiona w obliczu rozterki, uśpić, czy wziąć drugiego psa, który by jej towarzyszył podczas mojej nieobecności, bezradnie wybieram mniejsze zło... Mam wiele wątpliwości, ale w końcu przekonuję samą siebie, że w końcu u mnie będzie lepiej, niż w schronie, przynajmniej będzie mieszkała w ciepłym, miała zapewnioną pełną miskę i "dobre słowo"...



Znów odwiedzam schronisko. Pan, któremu przedstawiam sytuację nie ma większych skrupułów - "Jak pani wybierze, to pani zawoła"... Więc szukam. Moją uwagę przykuwa mała biszkoptowa sunia, tak rozpaczliwie gryzie kraty, tak wspina się łapkami... Wołam. "Nie, ten to nie" słyszę odpowiedź. Dlaczego? "Bo chory i bez sterylki". To wyleczę przecież a i szczeniaki mi nie potrzebne... Im ja bardziej chciałam, tym facet bardziej był na nie. Ale ja już się "zakochałam"...



Pierwsze dni nie są łatwe. Figa nie podchodzi do człowieka. Nieopatrznie spuszczona ze smyczy podczas spaceru, nie daje się złapać. Owszem, podchodzi, ale tylko na wyciągnięcie ręki, bacznie pilnując tego dystansu. W dodatku psy wzajemnie się atakują. Nie miała baba kłopotu...



Jednak kolejne dni przynoszą przełom i dotychczasowe rywalki stają się nierozłączne. Stopniowo, choć wolniej, Figa coraz bardziej nabiera zaufania do ludzi. Do mnie podchodzi już bez obawy. Żeby jeszcze zrozumiała, że to z domu wychodzi się załatwić swoje potrzeby, a nie odwrotnie, wraca z dworu... Ale i na tym polu wkrótce odnosimy sukces. Są też inne - Figa przestaje traktować podróż pociagiem jak koniec świata, coraz cierpliwiej znosi zabiegi lecznicze i pielęgnacyjne, zaczyna tolerować kaganiec...



Po naszej przeprowadzce do Warszawy, kolejnym szoku w jej życiu, jeszcze przez kilka tygodni Figa jest spokojną, nie narzucającą się sunią. Stopniowo zaczyna z niej wychodzić jednak drugie ja. Ja wesołego, żywiołowego psa, kochającego kontakt i współpracę z człowiekiem, coraz bardziej o to się upominającego. Tak decyduję się na pierwsze szkolenie. Nie zorientowana trafiam na typowe "starometodowe". Nie podoba się nam - ani mnie, ani psu. Ale nie podoba nam się sam kurs, a nie sam fakt szkolenia! Nieco bardziej wiedząc już, czego oczekuję, szukam dalej. Mój wybór pada na jedną ze szkół deklarujących pozytywne metody szkolenia.



Tu wspólnie spędzamy kilka lat, a plac szkoleniowy staje się niemal naszym drugim adresem. Zarażamy się bakcylem sportów kynologicznych, zdobywamy pierwsze doświadczenia i szlify w obedience i agility. Pod wpływem licznych namów trenerki już po miesiącu startujemy w swoich pierwszych zawodach, zdobywając w klasie zerowej obedience ocenę doskonałą! Chłoniemy wiedzę i zdobywamy doświadczenie, uczestniczymy w seminariach. Przychodzi czas na kolejne zawody. Startujemy w nich z różnymi efektami. Choć zdarza się wygrywać i stawać na pudle, coraz częściej wracamy z dyskwalifikacjami. Przychodzi moment refleksji. Coś jest nie tak. Choć technicznie Figę stać naprawdę na bardzo dużo, coś powoduje, że starty nam nie wychodzą. Czy tylko mój brak doświadczenia i narastająca flustracja? Zmotywowana dodatkowo pojawieniem się w moim zyciu pierwszego border collie, suczki Myszki, po dłuższych wahaniach podejmuję decyzję o zmianie klubu. Tym razem, osadzona już w środowisku, wybieram już bardzo świadomie. Postanawiam uczyć się od najlepszych. I tak trafiam do agilitowego klubu Fort oraz na lekcje do Agnieszki Boczuli.



Fidze wraca radość z pracy i diametralmnie wzrasta motywacja, mnie - wiara. Już wtedy wiem, ze Figa jest psem mojego zycia, moją psią miłością. Jednak los bywa przewrotny. Nie dane było nam się długo nacieszyć nowym wymiarem współpracy. Pewnego dnia Figa doznaje porażenia przełyku. I choć sytuacja wydaje się opanowana, podczas kolejnej wizyty, z powodu święta w pełniącym dyżur pogotowiu weterynaryjnym, lekarz posatnawia wykonać badanie endoskopowe przełyku i w tym celu podaje środek zwiotczający. To kosztuje mojego psa życie. Odchodzi na moich rękach 1 listopada 2007 roku. Pozostawia po sobie pustkę, wyrwę w sercu i niedowierzanie... I to, czego mnie nauczyła. Szacunek do psa, z którym się pracuje, pokorę wobec własnych umiejętności i pasję, która staje się życiową przygodą...




« wstecz











Szkolenie Twojego psa

ZADZWOŃ, umów się! WARTO!

Zajęcia dostosowane do Twoich potrzeb i możliwości :)

533 -635-769








Szkolenie psów Warszawa - DOG Line

Szkolenie Twojego psa


ZADZWOŃ, umów się! WARTO!

Zajęcia dostosowane do Twoich potrzeb i możliwości :)

533 -635-769




NASI PARTNERZY

 

Dolna 30


© DOG Line - Szkolenie psów Warszawa. Wszelkie prawa zastrzeżone!
Design i realizacja: BUKHA

Jak wszystkie strony w internecie, używamy CIASTECZEK, które umilają życie ;)
Te nie tuczą, za to przyspieszają ładowanie strony, ale jeśli sobie tego nie życzysz, możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki :)

Niniejsza strona internetowa ma charakter wyłącznie informacyjny. Informacje zawarte w niniejszej witrynie nie są prawnie wiążące i nie stanowią oferty handlowej, w tym w rozumieniu art. 66 § 1 Kodeksu cywilnego.

KONTAKT
Aga Żabińska
Warszawa
+48 533 635 769
dogline@tlen.pl