CO NOWEGO?
Zapisz się do newslettera

Podaj adres email:

Spotkania grupowe
Rally-o
Obi
Ratownictwo i tropienie
DogWay'e
Sztuczki
Treibball
Inne wydarzenia
Kliknij TUTAJ jeśli nie chcesz już otrzymywać informacji.

SZKOLENIE PSÓW w WARSZAWIE. SKUTECZNE!





O KONIACH, FIAKRACH I MORSKIM OKU





fot: Agnieszka Sebastian Fotografia




Ostatnie tygodnie, a zwłaszcza dni po śmierci Jukona, konia, który padł podczas przewożenia turystów na trasie do Morskiego Oka, obfitują w doniesienia pełne oburzenia wobec wykorzystania koni w tym celu. Obrońcy i miłośnicy zwierząt grzmią, potępiają i organizują protesty. I słusznie, bo fakt, że konie są nadmiernie eksploatowane i to należy piętnować nie ulega dla mnie wątpliwości. Jednak czy słusznymi są żądania całkowitego wyeliminowania zaprzęgów konnych z tej trasy? Osobiście uważam, że nie. Jest też drugi aspekt tej sprawy. Wykorzystanie medialności sprawy przez pewne osoby i/lub organizacje do niekoniecznie szczytnych celów. Zanim, Drogi Czytelniku się oburzysz - doczytaj do końca.


Nie popieram postawy fiakrów. Wykorzystują konie ponad ich siły i możliwości. I nie wolno o tym milczeć, bo zwierzęta same o siebie się nie upomną. Jednak żadna skrajność nie jest dobra. Konie to od wieków zwierzęta pociągowe i osobiście uważam, że pozbawienie je jakiegokolwiek zajęcia nie byłoby korzystne dla nich ani pod względem fizycznym, ani psychicznym. Koni górali, jeśli nie będą pracować na warszawskiej czy krakowskiej Starówce, Krupówkach czy na drodze do Morskiego Oka, nikt nie będzie utrzymywał. Trafią do rzeźni albo w najlepszym (czy na pewno?) wypadku będą utrzymywane jak najmniejszym kosztem, bo górala, który stracił źródło dochodu, nie będzie stać na utrzymywanie zwierzęcia, które nie zarabia na siebie. Brutalny rachunek ekonomiczny.


Łatwo jest stanąć w obronie zwierząt, dołączyć do tłumu propagującego oczywiste i popularne, ale jednak slogany. Tym łatwiej, że większość z nas ma jednak stałe źródło dochodu. Górale, podobnie jak inni mieszkańcy typowo turystycznych regionów Polski tego szczęścia nie mają. Żyją z tego, co zarabią na nas, turystach. Przemysłu praktycznie nie mają, bo pośrednio my to na nich wymuszamy, wszak źle by wyglądał fabryczny komin w panoramie szczytów, prawda? A my, turyści, szczodrzy jesteśmy krótko. Kilka letnich miesięcy i kilka zimowych tygodni. Oni musza żyć z tego cały rok. Łatwo więc policzyć, że te tysiące zarabiane miesięcznie na turystach wcale majątkiem nie są. Czy wobec powyższego można stawiać nie do końca dobrze rozumiane dobro koni (bo jak pisałam już wcześniej, koń pracować powinien dla zaspokojenia swoich potrzeb psychofizycznych) nad dobrem ludzi? Czy żądanie pozbawienia ludzi źródła dochodu i utrzymania ich rodzin jest etyczne?


Moim zdaniem problemem jest nie sam fakt wykorzystania koni, ale ich nadmiernego przeciążenia i braku kontroli nad tym. Na zdjęciach łatwo policzyć, że jeden dwukonny zaprzęg wiezie kilkunastu tyrystów. Może TO jest problem? Może zamiast kilkunastuosobowych wozów wprowadzić bryczki, 2-4 osobowe? Może zwiekszyć ilość zwierząt w zaprzęgu? A może ograniczyć liczbę kursów jednego konia w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca? Wprowadzić limit prędkości (wiem, jestem końskim laikiem), narzucić obowiązkowe przerwy, wyposażyć wjazd na drogę do Morskiego Oka w obowiązkową wagę? Skoro na drogach takie rozwiązanie jest możliwe, to czemu tam miałoby nie być? W ten sposób górale nie musieli by walczyć o przetrwanie, turyści mieliby zapewniony transport, a konie nie będą na tym cierpiały. Tak, wiem, meleksy. Tylko z tego co mi wiadomo (nie upieram się, że wiem w tej sprawie wszystko), dotychczasowe próby ich wykorzystania nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. No i jakoś słabo są osadzone w naszej kulturze i tradycji.


Odpowiedź w moim odczuciu jest dość oczywista, niestety. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, zazwyczaj chodzi o pieniądze. I wbrew pozorom nie te fiakrów... Sprawę nagłośniła jedna z turystek, przypadkowy świadek tragicznej śmierci Jukona. Brawo! Szkoda, że nie zrobił tego ktoś wcześniej, wszak media mają nieprawdopodobną siłę interwencji w tego typu sytuacjach, ale moze inni nie mieli takiej charyzmy i siły przebicia. Sprawę należało nagłośnić i oburzenie wynikające z rozpowszechnienia informacji w świadomości opinii publicznej jest jak nabardziej zasadne i słuszne. Ale niestety, wraz z siłą medialną sprawy ruszyła możliwość jej wykorzystania w niekoniecznie właściwym celu. Rozpoczęło się manipulowanie tłumem.

Konie musza zniknąć z Morskiego Oka. Koniec i kropka. Jedna jedynie słuszna teza. Próby polemiki z nią spotykają się z agresywną wręcz odpowiedzią, pozbawioną merytorycznych argumentów, konstruktywności, dialogu i chęci wypracowania jakiegokolwiek kompromisu, cenzurą niewygodnych wypowiedzi. Jednocześnie pojawiają się apele o wpłatę funduszy na ratowanie i utrzymanie koni po wyeliminowaniu ich z trasy nad Morskie Oko. A ja mam wątpliwości. Po co? Przecież te konie mają właścicieli. Fakt, bezsprzeczny, na chwile obecną rażąco źle je wykorzystujących. Czemu nikt nie chce zatem podjąć pracy u podstaw, próby zmiany mentalności i postawy wobec zwierząt, choćby wymuszonej limitami i restrykcjami? Niewykonalne? Bzdura. Wystarczyłoby ograniczenie ilości osób na wozie czy nawet lżejszej bryczce do powiedzmy 4 przy jednoczesnym limicie ich łącznego ciężaru, zwiększenie liczebności zaprzęgów, dodatkowe zasilenie wozów silnikami elektrycznymi przy podjazdach/zjazdach, zakaz wyjazdu przy upałach - rozwiązań jest naprawdę mnóstwo. I widmo utraty koncesji przy udowodnionym złamaniu obostrzeń. Przy obecnej możliwości nagrania filmiku choćby telefonem, nawet z ukrycia, żaden z fiakrów nie ryzykowałby utraty źródła dochodu. Czemu więc nikt z organizatorów czy koordynatorów protestów nie chce o tym nawet słyszeć? Nie zastanawia Cię, drogi Czytelniku, dlaczego nikt nie walczy tak zaciekle o los koni dorożkarskich na warszawskiej czy krakowskiej Starówce lub los koni wiejskich?

Bo ta akcja daje korzyści, mniej lub bardziej bezpośrednie, ale całkiem wymierne. Jakaś orgaizacja zdobędzie rozgłos, czyli darmową reklamę, coś bardzo cennego w zbieraniu funduszy. Jakaś organizacja wykarze się aktywnością i prężnym działaniem, choć tak na prawdę wykorzystała "gotowca". Jakaś organizacja będzie się na tę akcję powoływała szukając darczyńców. Jakaś organizacja bazując na ludzkich emocjach będzie zbierała fundusze na wykupienie i utrzymanie tych koni. Oczywiście, zostaną przedstawione jakieś rozliczenia, tylko czy wszystko da sie rozliczyć? Ktoś sprzeda koszulki, ktoś bransoletki... Pomijam tu już zyski związane z dojazdem i prowiantem podczas akcji, bo uczesnicy zapewne przynajmniej częściowo zaorganizują to we własnym zakresie, "po kosztach", choć nie czarujmy się, nie wszyscy. Gdy zebrać to wszystko, czy nie lepiej te fundusze, zaangażowanie i czas poświęcić na rzeczywiste rozwiązanie problemu koni nad Morskim Okiem. Rozwiązanie wypracowane wspólnie z wszystkimi zainteresowanymi i nie krzywdzące żadnej ze stron? Na pociągnięcie do odpowiedzialności tych, którzy dopuścili do katorżniczej pracy swoich zwierząt? I na patrzenie na ręce służbom kontrolnym, które jak dotąd, należy uczciwie przyznać, popełniały grzech zaniechania? No, ale to nie przyniosło by popularności i wiążących się z nią korzyści. Ot, co.

Zanim więc, drogi Czytelniku, gniewnie dołączysz do fali kategorycznych przeciwników koni na drodze do Morskiego Oka, zastanów się. Czy nie uległeś manipulacji, czy to, co piszesz i mówisz na ten temat to na pewno w 100% TWOJE zdanie? Czy ludzie, którzy są zamknięci na dyskusję i argumenty są dla Ciebie wiarygodni? Jak zawsze, istnieje także druga strona medalu, ta szarość pomiędzy skrajnym idealizmem i obroną zwierząt a zachłannym wykorzystywaniem bez zważania na ich potrzeby, możliwości i poszanowania żywej istoty. Trzeba tylko chcieć ją dostrzec.


Aga Żabińska, DOG Line




Chcesz się wypowiedzieć?




Przedstawiona wypowiedź jest wyłącznie subiektywną interpretacją otaczającego autora świata. Nie musicie jej popierać, jak każdy, macie prawo do własnego zdania i do polemiki. Byle nie dawać ponosić się emocjom i nie zapomnieć o podstawowych zasadach, a przede wszystkim o kulturze wypowiedzi i używaniu siły argumentu a nie argumentu siły. Wszelkie próby wulgarności oraz personalnego atakowania dyskutantów będą moderowane, a w rażących przypadkach ich autor blokowany.





« wstecz






Szkolenie psów Warszawa

ZADZWOŃ, umów się! WARTO!

Zajęcia dostosowane do Twoich potrzeb i możliwości :)

533 -635-769








Szkolenie psów Warszawa - DOG Line

Szkolenie Twojego psa


ZADZWOŃ, umów się! WARTO!

Zajęcia dostosowane do Twoich potrzeb i możliwości :)

533 -635-769




NASI PARTNERZY

 

Dolna 30


© DOG Line - Szkolenie psów Warszawa. Wszelkie prawa zastrzeżone!
Design i realizacja: BUKHA

Jak wszystkie strony w internecie, używamy CIASTECZEK, które umilają życie ;)
Te nie tuczą, za to przyspieszają ładowanie strony, ale jeśli sobie tego nie życzysz, możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki :)

Niniejsza strona internetowa ma charakter wyłącznie informacyjny. Informacje zawarte w niniejszej witrynie nie są prawnie wiążące i nie stanowią oferty handlowej, w tym w rozumieniu art. 66 § 1 Kodeksu cywilnego.

KONTAKT
Aga Żabińska
Warszawa
+48 533 635 769
dogline@tlen.pl