CO NOWEGO?
Zapisz się do newslettera

Podaj adres email:

Spotkania grupowe
Rally-o
Obi
Ratownictwo i tropienie
DogWay'e
Sztuczki
Treibball
Inne wydarzenia
Kliknij TUTAJ jeśli nie chcesz już otrzymywać informacji.

SZKOLENIE PSÓW w WARSZAWIE. SKUTECZNE!



PSIE WYBIEGI - TAK CZY NIE?





fot: Kamila Buryn




Psie wybiegi, psie łączki, psie place zabaw – inicjatywa coraz bardziej zyskująca na popularności. Czy słusznie? Czy jako społeczeństwo dorośliśmy już do takich rozwiązań?


Inna inicjatywa, która ostatnio zaistniała w środowisku psiarzy to inicjatywa tzw. Żółtej Wstążeczki. W skrócie chodzi o to, by uszanować przestrzeń prywatną psa, który jest chory, starszy, niedołężny, lękliwy lub którego właściciel z różnych przyczyn nie życzy sobie kontaktów podopiecznego z przypadkowo napotkanymi psami. No właśnie. To, co powinno być normalnością, oznaką kultury – pytam o zgodę na podejście, nawiązanie bezpośredniego kontaktu, zabieram psa od osoby/psa, który sobie nie życzy jego towarzystwa, wymaga inicjatyw, akcji uświadamiających, specjalnego oznakowania, które swoją drogą też nie jest respektowane…


Co łączy te dwie, odrębne mogłoby się wydawać inicjatywy? W moim przekonaniu - wiele.


Psie place są pomyślane jako miejsca , gdzie nasi pupile będą mogli swobodnie się wyszaleć, bez obawy o przypadkowych przechodniów, bawiące się dzieci, rowerzystów, deskorolkarzy itp. Ale czy to oznacza beztroskę i przyzwolenie na brak kontroli nad pupilem?


Prowadząc lekcje i treningi ze swoimi klientami, mimo, że wybieram miejsca ustronne, nader często spotykam się z sytuacją, kiedy biegający luzem pies natarczywie domaga się zawarcia bliższej znajomości z moim psim uczniem. Pół biedy, jeśli tylko stanowi nadmierne rozproszenie, ale często się zdarza, zwłaszcza w przypadku młodych, nieśmiałych psiaków lub tych po przejściach, że właśnie niweczy jakiś etap pracy, który nie łatwo jest odzyskać.


W pierwszym odruchu zawsze proszę o odwołanie psa. I tu bardzo często zderzam się z szarą rzeczywistością – właściciela nie ma. Ani w pobliżu, ani w zasięgu wzroku. Pojawia się, czasem po chwili, czasem po kilku minutach, zdarzało się, że… się nie pojawiał, bo np. zasnął podczas opalania. Kiedy uda się już ustalić opiekuna zwierzęcia, najczęściej pada standardowa niestety odpowiedź: „DLACZEGO?” I dalsza kanonada pseudoargumentów: przecież on się świetnie bawi, powinna pani pozwalać bawić się swojemu psu, psy się muszą wybiegać, pani pies powinien się przełamać, szkolenie to kaleczenie psychiki psa, mogę TU stać, bo park jest dla wszystkich itp, itd… A za tym wszystkim tak naprawdę kryje się jedno – brak kontroli nad własnym psem i chęci zmiany tej sytuacji. Łatwiej jest zaatakować serią rad i pouczeń, niż… dowołać się własnego psa! Wiedząc, że nie ma się kontroli nad swoim pupilem wymaga się od otoczenia, by nie stwarzało pokus, by tolerowało skakanie po ludziach, dominacyjne a często także agresywne zachowania! I tak słyszę „to proszę wziąć na ręce”, „jak nie pasuje to nie przychodź do parku” (chociaż moment wcześniej argumentował, że park jest dla wszystkich..), „z suką w cieczce wychodzisz z domu???”. Jeśli do tego dodać chamstwo i tendencję do agresywnego rozwiązywania sporów sporej części społeczeństwa, nietrudno sobie wyobrazić sytuację osób, które nie chcą z jakiś powodów uczestniczyć w tak zwanych „psich grupach”.


Jaki wniosek z powyższego dla głównego tematu tego wpisu – idei psich placów? Otóż nietrudno sobie wyobrazić, że skoro takie sceny mają miejsce (z doświadczenia dodam, że powszechnie) w dużych parkach, gdzie teoretycznie każdy jest zobowiązany przepisami do kontroli nad własnym psem i gdzie każdy jest w stanie przy odrobinie dobrej woli znaleźć miejsce, gdzie spuszczony pies nie będzie wadził otoczeniu, to co się będzie działo na mniejszych i nie tak licznych specjalnych wybiegach? Łatwo sobie odpowiedzieć – wolna amerykanka, kto silniejszy ten górą!


Psie wybiegi to wymarzone wprost rozwiązanie dla właścicieli pewnych siebie psów, którzy swoją aktywność ograniczają do postania godzinę, dwie w grupie innych psów. Tworzy się stado, psy biegają lub nie, czasem się bawią, czasem gryzą i wszyscy są zadowoleni. Tylko czy wszystkie psy dobrze się z tym czują? Z tego, co obserwuję – nie. Czy wszyscy właściciele psów mają się dostosować do tego schematu? A co z psami nieśmiałymi, dla których spotkanie z napastliwym psem może być traumatyczne? Co z małymi psiakami, w przypadku których różnica masy ciała jest na tyle duża, że przypadkowe nadepnięcie, w zabawie nawet, może skończyć się urazem np. kręgosłupa? Co z psami starszymi, które potrzebują spokoju, co nie znaczy, że nie potrzebują swobodnego ruchu? Co z psami, których właściciele chcą je wychować, a inne, beztrosko puszczane pupile skutecznie im to utrudniają? Co z psami, które pracują, uprawiają sporty i trening z czyimś nosem pod ogonem to nie jest to, czego potrzebuje? I czemu odpowiedzialni właściciele psów mających z różnych powodów problem z agresją mają wciąż się stresować, bo inny pies podbiega do ich, przypiętego na smyczy wywołując konflikt, lub co gorsza odpowiadać za jego skutki? Jak maja się odnaleźć na psich łączkach, gdzie psom wszystko wolno, bo to psie miejsce? Gdzie mają wychodzić ze swoimi psami? Do parku? Już słyszę niemal dosłownie : „gdzie z psem do parku, plac dla siebie macie!”


Inne minusy psich parków:

  • ograniczona przestrzeń - nie spotkałam się z wybiegiem (choć przyznaję, nie odwiedziłam wszystkich), który pozwalałby psu na swobodne, bezpieczne rozwinięcie galopu, bez narażenia na karuzelę w głowie, a to JEST psu potrzebne;
  • bardzo nierówna, wyboista powierzchnia - zielona trawka bardzo szybko zamienia się w twarde klepisko, na którym pełno dołków i dołów, wykopanych przez psy i nie zasypanych przez właścicieli. Urazy kończyn niemal gwarantowane;
  • ogrodzona przestrzeń stymuluje psy o wyższym popędzie terytorialnym do traktowania wybiegu jak swojego i prowokuje do zachowań agresywnych;
  • przeszkody, które mają stanowić atrakcje, są nie przemyślane, nie przystosowane do naszych pupili, NIEBEZPIECZNE. Korzystanie z nich dodatkowo utrudnia fakt, że nie są wyizolowane od reszty wybiegu i niestety zdarzało się już, że skaczący pies lądował na plecach innego, którego nie powinno tam być;
  • zamknięta przestrzeń uniemożliwia w sytuacji skrajnej zwiększenie dystansu od agresora. Efekt - są już pierwsze zagryzienia i dotkliwe pogryzienia;
  • nieprzyjemna woń - nawet przy optymistycznym wariancie, że każdy właściciel sprząta po swoim psie, skumulowanie oddanego moczu na niewielkim obszarze powoduje, że nie jest on miły dla otoczenia, przynajmniej tego najbliższego;
  • znaczne ograniczenie przestrzeni publicznej - nastała moda na zony. Ogrodzone osiedla, ogrodzone parkingi, ogrodzone place zabaw dla dzieci. Teraz jeszcze ogrodzone wybiegi dla psów. Efekt - zamiast przejść sto metrów szerokości łąki, jesteśmy zmuszeni omijać płoty, pokonując wielokrotnie większe dystanse. A tracimy na tym wszyscy, bo 5 placyków po 20 metrów to nie to samo co przestrzeń 100 metrów... A ponieważ wybiegi obowiązkowymi nie są, psy z przestrzeni osiedli i parków i tak nie znikają.
  • wybieg rozleniwia! - o ile przeciętny posiadacz psa przynajmniej co jakiś czas zabierze go w miejsce, gdzie może bardziej swobodnie niż w parku się wybiegać, o tyle mając wybieg pod nosem już niekoniecznie. Wszak pies ma "możliwość", obowiązek spełniony. Uff. Tylko... czy dla psa? Monotonny, stały schemat owszem, jest stosowany przez behawiorystóww, ale jako jedna z metod resocjalizacji, wyciszenia psa, nie można przyjmować tego za standard potrzeb! To tak, gdyby nam kazano chodzić tylko i wyłącznie do pracy, o stałej godzinie, stałą trasą I NIC WIĘCEJ. Ile byśmy wytrzymali bez szwanku dla dobrego samopoczucia psychicznego?


Czy naprawdę dojrzeliśmy jako społeczeństwo do tego typu rozwiązań? Czy słusznym jest przeznaczanie wspólnej, ograniczonej przecież przestrzeni miejskiej na rzecz grupy, która z powodzeniem może współistnieć w ramach ogólnodostępnych terenów rekreacyjnych, przy zachowaniu ogólnie pojętych zasad współżycia społecznego, kultury osobistej i (a może przede wszystkim!) dobrej woli, od sprzątania po własnym psie począwszy, na przestrzeganiu przestrzeni prywatnej i zdrowego rozsądku skończywszy? Poza tym ŻADEN wybieg, nawet największy i najbardziej urozmaicony nie zastąpi potrzeby poznawania nowych terenów, ich eksploracji. Każde miejsce, odwiedzone po raz enty, stanie się po prostu nudne… Czy naprawdę zastępowanie odpowiedzialności za zachowanie podopiecznego tworzeniem zamkniętych zon to jedyne i najlepsze rozwiązanie? Przecież przywołania da się nauczyć KAŻDEGO psa – to nie jest wyższy poziom wtajemniczenia, to powinna być NORMALNOŚĆ. Oczywiście, wymaga to wkładu pracy, nieraz sporego, ale to powinniśmy brać pod uwagę podejmując decyzję o posiadaniu psa! A w przypadku wpadki wystarczy zabrać niesfornego pupila, miło, jeśli ze słowem przepraszam. Czy to tak wiele?




Aga Żabińska, Szkolenie psów Warszawa - DOG Line




Chcesz się wypowiedzieć?



Zapraszamy do DYSKUSJI! :)



Przedstawiona wypowiedź jest wyłącznie subiektywną interpretacją otaczającego autora świata. Nie musicie jej popierać, jak każdy, macie prawo do własnego zdania i do polemiki. Byle nie dawać ponosić się emocjom i nie zapomnieć o podstawowych zasadach, a przede wszystkim o kulturze wypowiedzi i używaniu siły argumentu a nie argumentu siły. Wszelkie próby wulgarności oraz personalnego atakowania dyskutantów będą moderowane, a w rażących przypadkach ich autor blokowany.







Przeczytaj także:




PSIE SPRAWY

WARSZAWA

SPOŁECZEŃSTWO

  Należy mi się! »    

  Konie w Morskim Oku »    









Szkolenie psów Warszawa - DOG Line

Szkolenie Twojego psa


ZADZWOŃ, umów się! WARTO!

Zajęcia dostosowane do Twoich potrzeb i możliwości :)

533 -635-769




« wstecz









Szkolenie psów Warszawa - DOG Line

Szkolenie Twojego psa


ZADZWOŃ, umów się! WARTO!

Zajęcia dostosowane do Twoich potrzeb i możliwości :)

533 -635-769




NASI PARTNERZY

 

Dolna 30


© DOG Line - Szkolenie psów Warszawa. Wszelkie prawa zastrzeżone!
Design i realizacja: BUKHA

Jak wszystkie strony w internecie, używamy CIASTECZEK, które umilają życie ;)
Te nie tuczą, za to przyspieszają ładowanie strony, ale jeśli sobie tego nie życzysz, możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki :)

Niniejsza strona internetowa ma charakter wyłącznie informacyjny. Informacje zawarte w niniejszej witrynie nie są prawnie wiążące i nie stanowią oferty handlowej, w tym w rozumieniu art. 66 § 1 Kodeksu cywilnego.

KONTAKT
Aga Żabińska
Warszawa
+48 533 635 769
dogline@tlen.pl